Cotygodniowa porcja inspiracji

Cotygodniowa porcja inspiracji

Dziś piszę do Ciebie z łóżka.

Po całym długim tygodniu, pełnym pracy, gotowania, poszukiwań inspiracji, emocjonowania się rozgrywkami e-sportowymi (mistrzostwa świata w League Of Legends, mistrzostwa Australii w Smite i rozgrywki w CS:GO), spotkań z przyjaciółmi (wierz lub nie, ale po raz pierwszy brałam udział w wieczorze shotów – serdecznie polecam Coctail Culture w Rzeszowie, świetne miejsce), reflekcji nad przemijaniem spowodowanej oczywiście Świętem Zmarłych, mój organizm powiedział mi dość. Mam jakieś 18 godzin, żeby postawić się na nogi i w poniedziałek wejść do biura jakby nigdy nic, zdrowa, uśmiechnięta i pełna energii.

Więc piszę z łóżka. Cały tydzień czekałam na tego posta. Pierwsza cotygodniowa porcja inspiracji została przez Czytelników bardzo dobrze przyjęta, byłam więc mocno poruszona i zaskoczona. Bałam się bardzo jej pierwszej publikacji. Cotygodniowa porcja inspiracji jest bowiem bardzo wewnętrzna. Gdy ją czytasz, czuję się, jakbym stała przed Tobą naga. Jednak po jej pozytywnyn przyjęciu zdecydowałam się konktynuować. Postanowiłam też sobie, że w przeciwieństwie do innych postów, nie będę go przygotowywać z wyprzedzeniem a faktycznie pisać w niedzielę.

Zacznę od tematu pysznego, a więc od tytanowej herbaty. Namawialiśmy Cię do wzięcia udziału w eksperymencie i picia jej co rano. Czy się udało? Ja zdecydowanie miałam więcej energii, łatwiej mi było się skupić i znieść wahania temperatur. Dziś natomiast Dawid rozpieścił mnie niemal deserową wersją herbaty tytanowej, bo z dodatkiem soku wiśniowego i bez kurkumy i masła. Pyszne! Oczywiście, że taka herbatka wprowadza we wspaniały nastrój. Potem dostałam pyszne śniadanko – jajeczniczkę z cheddarem na kromce rolady dyniowo-bazyliowej (przepis niedługo). I najchętniej wyskoczyłabym z łóżka i pobiegła gotować. No ale jak na razie udaje mi się leżeć, wygrzewać się i odpoczywać.

Cotygodniowa porcja inspiracji – na temat bloga

Dużo w tym tygodniu myślałam nad treścią bloga, nad przepisami jakie są tu do tej pory i zauważyłam parę ciekawych rzeczy. Ta cotygodniowa porcja inspiracji skłania mnie bowiem do zupełnie nowego wymiary refleksji nie tylko nad gotowaniem, jedzeniem, nad moją filozofią życia i codziennością, ale także nad samym blogiem. I tymi ostatnimi refleksjami chcę się w tym tygodniu z Tobą podzielić.

Kilka reflekcji na temat bloga – pieczywo

Przepis na bezglutenowy chlebek z ziarnami cieszył się bardzo dużym sukcesem, czego się zupełnie nie spodziewałam. Dla nas pieczywo nigdy nie było ważną częścią diety i po przejściu na dietę bezglutenową praktycznie w ogóle ani smakowo ani kompozycyjnie nie odczuliśmy jego braku. I przez to zupełnie zapomniałam, jak ważne jest pieczywo dla Polaków. Zapomniałam, że wracając ze szkoły (mama jest nauczycielką) mama zawsze przynosiła bochenek kupiony w drodze do domu. Zapomniałam, że tata szedł na rynek w sobotę rano by kupić taki chrupiący, dobrze wypieczony. A wspaniały zapach pieczywa świadomie wyparłam, żeby wytrwać na diecie bezglutenowej. Kanapki na śniadanie, tosty na kolację, grzanki do zupy… Gdzie się nie obejrzę, tam chleb. A raczej czarna po nim dziura jeśli nie możesz jeść glutenu. Zainspirowało mnie to bardzo do eksperymentowania z tematem pieczywa tak, byśmy mogli tę czarną dziurę wypełnić.

Cotygodniowa porcja inspiracji

Postanowiłam, że co kilka tygodni będę wrzucać przepis albo na chleb, albo na inne pieczywo, albo na jakieś bezglutenowe ciasto, albo… na coś co my jemy zamiast 🙂 Słuchaliśmy ostatnio wspaniałego talku Garego Vaynerchuka (niesamowity facet, przedsiębiorca, inwestor i światowej klasy specjalista z dziedziny social mediów – koniecznie go wyszukaj jeśli myślisz poważnie o swoim biznesie) na temat tego jak w ostatnich latach marketing się w końcu zmienia z push na pull, dając klientowi przestrzeń do wypowiedzenia się i wyrażenia swoich potrzeb. I w tym duchu zapadła decyzja: lubicie wypieki, będą więc wypieki 🙂 Specjalnie dla Was, bo my się lepiej czujemy nie jedząc mąki w ogóle, nawet tej bezglutenowej.

Kilka reflekcji na temat bloga – mięso

Inna rzecz, na jaką zwróciłam uwagę jest to, że na blogu jest niewiele przepisów mięsnych. Zastanawiałam się z czego to wynika. Jemy mięso częściej niż o nim piszemy, ale też dużo rzadziej niż przeciętny Polak. Warzywa mają w sobie tyle smaków, tyle potencjału, tyle zdrowia i tak dużo mniejsze ryzyko przenoszenia chorób przy braku higieny w trakcie, kiedy do nas trafiają, że wolimy wybierać je ponad mięso. Mięso jemy tylko najlepsze, ze sprawdzonych źródeł – i tylko najlepiej przygotowane, tak, by wydobyć jego walory smakowe, a nie ukryć pod gęstymi mącznymi sosami, pod toną smażonej cebuli czy w śmietanie. Po prostu głupie jest dla mnie wierzenie, że danie bez mięsa to nie danie. Bardzo głupie. I serce mi się kraja, jak myślę o biednych zwierzętach, które oddały swoje życie w ofierze po to, żebyśmy my je zjedli, a lądują w polskiej kuchni, źle przygotowane, w okropnych daniach, pozbawione szacunku, smaku, tego, co w ich mięsie najlepsze. To takie niefair i niemoralne! Chcesz jeść mięso, ok, jedz je, nie namawiam Cię do niczego innego, ale jedz je DOBRZE i z SZACUNKIEM, mądrze, a nie debilnie – byle jakie byle było. Przez ludzi nieszanujących siebie i jedzących mięso byle jakie, zwierzęta tyle cierpią! Jeśli nie jesteś w stanie rozróżnić w smaku ani w konsystencji mięsa zwierzęta umęczonego a zwierzęta szczęśliwego, będziesz jadł/jadła te biedne istoty, zestresowane i chore – nie rozumiejąc nawet, że ich mięso bardziej Ci może zaszkodzić niż pomóc. Będziesz śmiał/śmiała się z tych, który chwalą kobe beef, wołowinę z Japonii za setki dolarów za steka, tak delikatną, że rozpływa się w ustach, bo krowa, z jakiej ta wołowina pochodzi była szczęśliwa, biegała wolno, miała psychologa i codzienne masaże.

Stwierdzisz, że to idiotyzm, bo nawet Ty nie masz takiego życia. Nie masz, bo nie chcesz, nie chcesz bo nie wierzysz, że możesz, bo się nie szanujesz. Bo uwierzyłeś/uwierzyłaś, że nie możesz. I przez to nie szanujesz życia innych, ludzi (np. Twojej rodziny) i zwierząt, które oddają życie, byś mógł się nimi cieszyć i byś sam był zdrowy, sprawny i dalej żył. I jeśli nie widzisz tej różnicy, jesz mięso zwierząt, które cierpiały całe życie, byle trafić na Twoj talerz. I Twoje życie pewnie nie jest dużo lepsze od ich życia. Smutne, pod przymusem. Wstajesz do pracy codziennie, za mało Ci płacą, jesteś sfrustrowany, jesz byle co… Cierpienie goni i rodzi cierpienie.

Zatrzymaj się.

Cotygodniowa porcja inspiracji

Nauczymy Cię, jak cieszyć się mięsem. Jak je wybierać, przygotowywać i jeść tak, by Twoje życie było lepsze, byś płacąc więcej za kilogram w rzeczywistości oszczędzać (jest to nie tylko możliwe, ale i jedyne możliwe – mięso o lepszej jakości ma o wiele więcej wartości odżywczych i zwyczajnie potrzebujesz go mniej, żeby się najeść i uzupełnić to, czego Twój organizm potrzebuje). Jedząc lepsze mięso, będziesz miał wybór, by jeść je rzadziej i więcej cieszyć się innymi smakami i wyborami – jak ryby czy warzywa (i zgadnij, co? Znów oszczędzisz, bo warzywa są generalnie tańsze niż mięso). Oraz – jedząc dobrej jakości mięso, przestaniesz wspierać te firmy, które zwierząt nie szanują i znęcają się nad nimi przez całe ich smutne życia. Takie mięso po prostu nie przejdzie Ci ani przez portfel (nie kupisz go) ani przez gardło i firmy produkujące masowo mięso będą musiały się zatrzymać i coś zmienić, by utrzymać się na rynku.

Dołącz do nas, proszę.

Warto! Jest lepiej, smaczniej, taniej i przyjemniej, a o tym, że zdrowiej to już nawet nie wspominam! 🙂

Kilka reflekcji na temat bloga – ryby

Nie mamy na Kulinarnych Eurekach ani jednego przepisu na danie rybne. Nie, mamy jeden – na donburi. Nadal – szok! Ryby jemy co najmniej raz w tygodniu, zazwyczaj częściej. Jest to coś, na co w polskich domach tak często brakuje inspiracji, a my zamiast o tym pisać głośno i smacznie, jemy nasze pyszne rybki w ciszy. Obiecuję, że się to zmieni. Mam już na liście kilka prostych i przyjaznych portfelowi dań rybnych, które zachwycą Cię nie tylko łatwością przygotowania, ale i efektem niepomiernie lepszym niż to, co można sobie wyobrazić czytając przepis.

Kilka reflekcji na temat bloga – sałatki

Sałatki są tak głęboko w DNA kulinarnym moim i Dawida, że chyba już nie zauważamy, że je przygotowujemy i jemy. Gdybyś otworzył/otworzyła nasze szafki kuchenne, zobaczyłbyś/zobaczyłabyś pełno składników, jakie używamy do sałatek: ciecierka, tuńczyk, suszone pomidory, kapary, marynowany bób, karczochy, sezam, słonecznik, pestki dyni, żurawina… Do tego zawsze mamy świeże warzywa, pomidory, sałaty, paprykę i na co nam przyjdzie ochota. Sałatki jemy prawie codziennie. Na blogu nie ma żadnej. I to też czas zmienić!

Kilka reflekcji na temat bloga – podsumowanie

Jestem taka wdzięczna, że w tym tygodniu zrobiłam krok w tył i popatrzyłam na bloga z szerszej perspektywy. Tak bardzo chcemy się w Wami podzielić tymi wszystkimi wspaniałościami, które zebraliśmy niczym poszukiwacze skarbów na całym świecie, że gdzieś nam umknęły te – tak ważne wszędzie, a szczególnie już w Polsce – podstawy.

A przecież pieczywo to nie musi być napompowany biały chleb z masłem i smutną wędliną, glutenowy czy bez, sałatka to nie tylko parodia greckiej z dodatkiem kukurydzy i Bóg wie czego ani nie tylko skąpana w majonezie sałatka warzywna, mięso to nie szary ‘gulasz’ w szarym gęstym sosie a ryba to niekoniecznie panierka.

Cotygodniowa porcja inspiracji

Nie mówię, że Ty tak jesz. Mówię, że jest jakieś 85% szans, że tak jesz 😛 Codziennie w pracy oglądam śniadania i lunche ponad 300 osób, z jakimi pracuje. Do tego Facebooki i dania na nich. Te, z których jesteśmy na tyle dumni, żeby je dzielić na Facebooku. Jest smutno i szaro. I w pracy, i na Facebooku. I wiesz co? Nie musi tak być! Więc jeśli jesteś tymi 15% Czytelników, którzy jedzą fantastycznie, gratuluję i cieszę się, że nadal znajdujesz u nas inspiracje. Jeśli wywodzisz się z tych 85% – witam Cię jeszcze raz bardzo serdecznie i jestem mega dumna, że chcesz dodać smak, kolor i zdrowie do swojej codziennej diety!

Ci, którzy byli…

Właśnie zadzwonił do mnie tato. Dopiero wczoraj czytał przepis na najpyszniejsze naleśniki z twarogiem mojej babci a jego mamy. Zainspirowany nim wymienił mi całą listę przysmaków, tych najprostszych i tych skomplikowanych, jakimi jego rodzice zapisali się w jego pamięci. Niektóre z nich pamiętam doskonale, niektórych nigdy nie próbowałam a o części nawet nie wiedziałam. Jestem bardzo wzruszona. Babci i dziadka już długie lata nie ma wśród nas, coraz trudniej pamiętać ich głos, ich zapach… ale żyją z nami w historiach, we wspomnieniach, w tajemnicach, jakie po sobie zostawili i w smakach, jakie goszczą na naszym stole dzięki nim.

Nie lubię się rozczulać, jeśli mnie już trochę znasz, wiesz, że jestem raczej tough girl, ale teraz łzy mi lecą po policzkach i myślę, że to dobry czas na nie. Życzę Ci, by w Twoim życiu było mnóstwo osób, które kochasz i które kochają Ciebie. I wtedy, gdy nadejdzie ten dzień, że zostaną oni w Twoim sercu i wspomnieniach, by te wspomnienia zawsze były tak wspaniałe, że mimo bólu i tęsknoty wywołają uśmiech miłości na Twojej twarzy. I byś Ty był/była taką osobą dla ludzi, których kochasz.

Mocno ściskam w ten pierwszolistopadowy dzień,

Aneta

 

PS. Cotygodniowa porcja inspiracji nie byłaby pełna, gdybym nie przypomniała Ci co pojawiło się w tym tygodniu i nie zapowiedziała następnego. Tradycji więc niech stanie się zadość.

Poniedziałek powitaliśmy wyzwaniem-obietnicą: tytanowa herbata Tima Ferrissa pita przez tydzień doda Ci energii i wpłynie pozytywnie na Twoje zdrowie i wydajność. Warto było spróbować. Zgadzasz się?

Cotygodniowa porcja inspiracji

W środę, nasz nowy kontrybutor Kacper podzielił się swoim rodzinnym przepisem na makaron ryżowy ze szpinakiem i pomidorami. Jest to przepis bardzo prosty, szybki i on nom nom smaczny.

Cotygodniowa porcja inspiracji

Tydzień zakończyliśmy wegańskim przepisem na pasztet z zielonej soczewicy, który jest moim ostatnim odkryciem i zmienił moje patrzenie na przygotowywanie pasztetów. Okazuje się, że można je robić szybko, łatwo i równie smacznie!

Cotygodniowa porcja inspiracji

A co w nadchodzącym tygodniu?

Zaczniemy od poniedziałkowych przysmaków, przepisu, który jest kulinarnym ucieleśnieniem Australii, z jej wspaniałym mięsem, niesamowitymi połączeniami smaków, łatwością wykonania, która jest ukryta pod niesamowitością prezentacji, wpływami azjatyckimi, po prostu wow! Rożki sushi z indykiem to danie, które przygotowując ocenialiśmy na maksymalnie 7/10, jedząc je natomiast oszaleliśmy z radośći. 10/10.

Rozki sushi z indykiem

W środę podzielimy się z Tobą przepisem na wyśmienite tureckie danie – ciftlik tavasi, które pierwszy raz skosztowaliśmy w Berlinie w restauracji La Femme i – jedliśmy je każdego dnia pobytu tam, a potem wielokrotnie po powrocie do domu. Jego magia polega nie tylko na niesamowitości smaku, ale także na tym, że świetnie nadaje się zarówno na śniadanie, na obiad, jak i na kolację.

Ciftlik tavasi - tureckie śniadanie

W piątek natomiast zachwycić Cię chcę zestawieniem 10 najlepszych fotografii o tematyce kulinarnej i nie tylko, jakie znalaźliśmy dla Ciebie w sieci.

Co Ty na to?

 

P.P.S. Podobał Ci się ten post? Podziel go na Facebooku – może zainspiruje też innych! Bardzo doceniam każde podzielenie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.