Cotygodniowa porcja inspiracji

Cotygodniowa porcja inspiracji

Ten tydzień to najlepszy tydzień w historii Kulinarnych Eurek. Zbiega się to z pierwszą rocznicą ich istnienia. Po trzech martwych miesiącach, od czerwca do września, kiedy nasze rankingi poleciały na łeb na szyję, udało nam się dumnie wstać. Dzięki Wam (i naszej ciężkiej ale jakże przyjemnej pracy dla Was) jesteśmy 36,884 stroną internetową w Polsce i 3,273,522 na świecie (rankingi Alexy)! W tym tygodniu mieliśmy też najwięcej wizyt od początku istnienia KE. To bardzo duże osiągnięcie dla bloga, który istnieje od roku a jest aktywnie prowadzony 6 miesięcy. Dzieje się jeszcze parę innych rzeczy, które normalnie napawałyby mnie dumą. 

A jednak nie stoję dumnie.

Kulę się i smucę. I boję. I nie ma to bynajmniej nic wspólnego z blogiem. Ani z tym, że trzeci tydzień jestem chora. Ma za to wszystko wspólnego z bestialstwem w Paryżu.

Tak, ze bestialstwem. Inaczej nie nazwę tego, co się dzieje. Atakowania ludzi w ich własnym domu, w ich własnym kraju, za to, że są kim są i robią to, co robią. Wprowadzania strachu i terroru. W imię czego?

O terroryzmie wiem nieco za dużo chyba, by na temat patrzeć jednowymiarowo, gdyż ukończyłam na jego temat kurs organizowany przez Georgetown University w Waszyngtonie. I nie chcę się tu na ten temat rozwodzić, bo nie jest to ani odpowiednie na to miejsce ani nie chcę nawet propagować mojego własnego stanowiska.

Chcę natomiast, byś na chwilę zatrzymał/zatrzymała się i pomyślał/pomyślała o tym, ile każdego dnia masz szczęścia, że żyjesz. I żebyś następnym razem, i następnym, i następnym, uszanował, pomógł i zjednoczył się z tymi, którzy prezentują wartości jakie Ty prezentujesz i wierzą w świat, w jaki Ty wierzysz. Niezależnie od ich pochodzenia. Kochajmy, doceniajmy i kultywujmy naszą kulturę. I miejmy nadzieje, że całe życie będziemy mieli do tego prawo.

To tyle politycznie.

Teraz będzie blogowo-politycznie 😉

Chcę przyszykować dla Ciebie coś super specjalnego na święta. Nie kolejny przepis na bigos i pierogi, a coś naprawdę ekstra. I mam zasadę, by radością się dzielić. Zaprosiłam więc polskie blogerki do udziału i zaproponowałam stworzenie wspólnej akcji. I wiesz co? Źle zarządzałam swoimi oczekiwaniami – polskie blogerki nie lubią się dzielić. ‘Ich’ posty są ‘ich’. Dostałam parę komentarzy, które zwaliły mnie z nóg i kilka złotych rad. Polskie egoistyczne chciwe myślenie jest mi tak obce, że aż boli i zawsze, gdy na nie trafiam, nie wiem jak sobie z nim poradzić. Po raz kolejny apeluję, wyjmijmy własne głowy z własnych dup, świat na zewnątrz jest dużo piękniejszy niż Twój anus – z całym szacunkiem do jego potencjalnego piękna.

W tym miejscu też bardzo dziękuję wszystkim super dziewczynom, które przyłączyły się do akcji. I tym, które mnie do akcji zagrzewają i kubicują. Jesteście fantastyczne! <3 <3 <3 Myślę i mam nadzieję (popartą konkretnymi planami), że razem przygotujemy coś świetnego dla naszych Czytelników! A szczegóły dla Ciebie już niedługo, bo ruszamy z początkiem grudnia.

Od kuchni w KE

To co, jednak Ci trochę opowiem o tym, co dzieje się w Kulinarnych Eurekach od kuchni 🙂

Cotygodniowa porcja inspiracji
Jabłka z ogrodu moich rodziców

Największa podjarka tygodnia jest taka, że odwiedził nas mój brat i przywiózł jabłka z ogrodu rodziców. Wiesz, takie prawdziwe, soczyste, niektóre nawet robaczywe! Wyjmowałabym te robaki i całowała. Nie dlatego, że jestem mega fanką jedzenia robaków jako alternatywnego źródła białka (choć jestem) ale dlatego, że dowodzą one tego, że jabłka są naturalne. Niepryskane, takie, jakimi robak nie pogardzi. Smakują moim dzieciństwem. Do dziś pamiętam dzień, kiedy jabłonka obrodziła po raz pierwszy. Po dłuuuugim czasie czekania (pamiętasz, jakie czekanie może być dłuuuuuuuuuuugie kiedy jesteś dzieckiem?), z pietyzmem zrywaliśmy to JABŁKO (tak, jedno!) i mieliśmy się nim podzielić. Odłożyliśmy je na chwilę, by coś jeszcze zerwać z ogrodu, a kiedy po nie wróciliśmy, nasza suczka Saba oblizywała się z apetytem nad ogryzkiem. I co? Powtórka z rozrywki, czekanie na kolejny sezon. Nie wiem, czy to to czekanie, czy ta historia, czy po prostu super smak sprawia, że tak te jabłka uwielbiam.

Gdy tylko Marek je przywiózł, rzuciłam się na nie i zaczęłam gotować. Były świeże jabłka, jabłka na kanapki z bezglutenowego chleba z ziarnamipasztetem z zielonej soczewicy, kompot z jabłek, amerykańskie naleśniki z jabłkami i… już nie pamiętam, co! Ale wczoraj w nocy było apple crumble. I jeszcze kilka jabłek mi zostało!

Wychodząc z kuchni fizycznie i wchodząc w tą z przenośni, 10 listopada 2014 czyli rok i 5 dni temu, ukazał się nasz pierwszy testowy post Hello worldHello world! to symboliczne słowa, które Brian Kernighan napisał w pierwszym kodzie komputerowym i dla ultra-nerdów mają one duże znaczenie 😉 Następny post to nim to napisany przez Dawida i uwielbiany przez mnie Test Smaku Giemzy, który po opublikowaniu bardzo długo był ukrytym postem. Trudno uwierzyć, że to już rok od kiedy stoi strona Kulinarne Eureki.

Nie wiem, czy kiedykolwiek o tym wspominałam, ale uwielbiamy, gdy gotujecie, pieczenie, wyciskacie soki z naszych przepisów i dzielicie się z nami rezultatami. Ten tydzień był pod tym kątem wspaniały, gdyż i w grupach kulinarnych i na stronie facebookowej Kulinarnych Eurek (zapraszamy do polubienia!) dostaliśmy od Was pełne rozsmakowanych pomruków komentarze i fotki rezultatów Waszej pracy! Bardzo za nie dziękujemy – są super!!

Cotygodniowa porcja inspiracji

Aaaa, właśnie! Radość roku! Może już o tym wiesz, a jeśli nie to koniecznie musisz się dowiedzieć. Najlepszy na świecie według mojej opinii magazyn o tematyce kulinarnej Good Food ma polską edycję! Kupiłam. Zakochałam się. Będę prenumerować. Mój romans z Good Food rozpoczął się w Australii. Odkryłam go, pokochałam i z ograniczonych środków finansowych, jakimi dysponowaliśmy na początku naszego pobytu na Antypodach, zaprenumerowałam. Uwielbiałam biec do ogrodu i sprawdzać w skrzynce, czy już jest. A potem długie godziny kartkować, planować menu i uczyć się zupełnie nowego podejścia do gotowania, zestawiania smaków i całkowicie obcych mi jeszcze wtedy kuchni wielu narodów, które teraz tak uwielbiam. Ostatnio odkryliśmy nawet z rozbawieniem, że styl w jakim robie zdjęcia jest także zainspirowany fotografiami z Good Food. Ten polski oparty jest na edycji angielskiej nie australijskiej, ale nadal przepisy w nim są nowatorskie, smaczne i mają sens. Czego nie powiem o większości magazynów w Polsce. A do tego – są ich dziesiątki, jeśli nie setki. I nie jest pseudo-dekadencko-pseudo-wysublimowany i pełen shitu jak na przykład Kuk Buk. Polecam Good Food! Kup koniecznie!

To chyba tyle na dziś, bo mam tyle otwartych wątków w głowie, że mam wrażenie, że piszę bardzo chaotycznie.

Nim się pożegnamy, jeszcze jedno! Cotygodniowa porcja inspiracji nie byłaby pełna, gdyby nie przegląd inspiracji na dania z ostatniego tygodnie i robienie Ci smaka na nadchodzący tydzień 😉

Widziałeś/widziałaś przepisy, które pojawiły się w tym tygodniu?

W poniedziałek zaprosiliśmy Cię na wyśmienite tureckie śniadanie, które urzekło nas podczas naszego pobytu w Berlinie i które Dawid fantastycznie odtworzył, czyli na ciftlik tavasi. Mamy troszkę obsesję na jego punkcie i jemy je bardzo często o każdej porze dnia (i po zmroku też). A nie wiem czy wiesz, trudno jest powtarzać dania, kiedy się jest blogerem kulinarnym, bo trzeba szukać coraz to nowych inspiracji i smaków 😉

Tureckie sniadanie

W środę podbiliśmy Wasze serca hitem, jakim okazał się być sernik brownie. Nic nas tak nie cieszy, jak Czytelnicy, którzy zakasują rękawy i biorą się za pieczenie zaraz po ukazaniu się przepisu, a sernik brownie upiekły co najmniej dwie osoby, na co mamy dowód w postaci zdjęć, jakie podzieliły w tym poście na Facebooku! Niesamowite! Dziękujemy za zaufanie i cieszymy się, że smakowało!

Sernik brownie

Piątek natomiast świętowaliśmy shotami i to nie byle jakimi bo imbirowymi na wzmocnienie! Cytuając jedną z Czytelniczek, która wznisła toast: mają kopa! Jasne, że mają – jak inaczej chroniłyby nas przed zarazkami jak nie odkopując je daleko daleko od nas (zastanawiam się, czy jest to jeden z tych moich żartów które nikogo nie śmieszą).

Imbirowy shot na wzmocnienie

A co w nadchodzącym tygodniu?

Pierwszy raz od kiedy piszę codzienną porcję inspiracji – już wiem i mam gotowe posty. Jest to niesamowita ulga, bo zazwyczaj cała moja niedziela to obrabianie zdjęć, pisanie, sprawdzanie błędów (kogo ja próbuję oszukać, widać przecież jak na dłoni, że do sprawdzania błędów brak mi cierpliwości! Dzięki, że mi wybaczacie.) i ustawianie postów na następny tydzień. A dziś, 2 w nocy z soboty na niedzielę, posty gotowe. Miodzio. Proszę mi nie mówić, że brak snu spowodowany gorączką nie może przynieść nic dobrego.

Wracając do tematu 🙂

W poniedziałek kolejny przepis z kuchni mojej babci, czyli placki ziemniaczane z sosem pomidorowym, który dla mnie przez lata był sosem węgierskim. Danie, za którym niezmiennie szaleję i zarażam tym szaleństwem kogo się da. Historię opowiadam w poście 🙂

Placki ziemniaczane z sosem pomidorowym

W piątek znów będziemy piec, znów na wytrawno. Mam dla Ciebie przepis na roladę dyniową z pesto. A właściwie dwa i pół przepisu, bo wersje dla glutenowców i bezglutenowców. Bezglutenowa jest nieco ciężka (i chyba troszkę mniej fajna od glutenowej) ale pełna smaku i jestem przekonana, że Wam się spodoba!

Rolada dyniowa z pesto

W środę zaś nie będzie przepisu. Nie będzie też 10 naj tak jak planowałam. Będzie coś dużo ważniejszego. Już kilka tygodni temu przetłumaczyłam dla Ciebie artykuł dotyczący 13 kłamstw o odżywianiu, które doprowadziły świat do chorób i otyłości. Jest pełen niesamowitych, ważnych, nowych i zweryfikowanych przez autorytety medyczne faktów, które rzucają zupełnie nowe światło na zdrową dietę, na odchudzanie, na wpływ pożywienia na choroby. Dla mnie zapoznanie się z nowymi wynikami badań i faktami na temat odżywiania stanowiło dużą ulgę i… miało sens, gdyż pokrywało się z moimi własnymi obserwacjami mojego ciała. Bardzo zaczęcam do lektury!

13 Kłamstwo o odżywianiu - okładka

Teraz naprawdę kończę.

Cotygodniowa porcja inspiracji jest najtrudniejszym postem, jaki mam do napisania. Wpuszczam Ciebie pod moją własną skórę, do mojego serca, do moich wspomnień i myśli i pozwalam Ci mnie poznawać i oceniać. Szczególnie dużo dla mnie znaczy Twój feedback. Dlatego, jeśli ten artykuł Ci się podobał, proszę zostaw mi komentarz albo tradycyjnie już – podziel go na Facebooku.

Bardzo dziękuję osobom, które wysłały do mnie czystą miłość w ubiegłym tygodniu i podzieliły mój ultra-krótki wpis o prawie niczym (poza wyrażaniem siebie).

 

Buziaki,

Aneta

2 thoughts on “Cotygodniowa porcja inspiracji

  1. Wspaniały post, przeczytałam jednym tchem 🙂 Najbardziej ujęło mnie zdanie “świat na zewnątrz jest dużo piękniejszy niż Twój anus – z całym szacunkiem do jego potencjalnego piękna” – majstersztyk 🙂
    Pozdrowienia!

    1. Dziękuję bardzo za słowa uznania i wsparcia, Weronika! Zawsze trochę siedzę jak na szpilkach w poniedziałki, po tych postach. Także to że poświeciłaś swój czas, żeby zostawić mi komentarz bardzo dużo dla mnie znaczy.
      A co do ukrytego piękna – powoli zabieram się za ebooka, aż się boję co tam napiszę 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.