Cotygodniowa porcja inspiracji

Cotygodniowa porcja inspiracji

Cześć Kochanie!

Piszę dziś do Ciebie niezmiernie podekscytowana a garnki za mną bulgoczą. W osobnej zakładce mam przepis na klasyczne jabłkowe chutney, przed sobą niepełną już skrzynkę jabłek od taty. W przedpokoju wielki karton pełen prezentów dla mieszkańców i pracowników schroniska w Rzeszowie, w sercu piękno ostatniej sesji naszego drogiego przyjaciela Kacpra Saramy, jaką wykonał dla schroniska w Mielcu. Obok siedzi Dawid i wprowadza mnie w tajniki jego najnowszego kulinarnego projektu, od którego aż mnie ciarki przechodzą. Wieczorem idziemy do przyjaciół kontynuować celebrowanie naszej długiej przyjaźni na drugiej w ten weekend spontanicznej kolacji…

Uwielbiam się dzielić.

Od dzielenia życie staje się lepsze i ma się więcej. Wszystkiego. Siebie. Innych. Miłości. Szcześcia. Smaku. Celu. Radości. Uśmiechu. Czegokolwiek, co dobre, naprawdę.

Cotygodniowa porcja inspiracji
Źródło: www.kacpersarama.com

Mam dziś dzień pełen zadań, dlatego dzisiejsza cotygodniowa porcja inspiracji będzie podzielona na trzy sekcje. Będzie trochę bardziej reflekcyjnie/zadaniowo niż narracyjnie, bo mam mało czasu a jest kilka tematów, które bardzo chcę z Tobą poruszyć.

Kolacja z przyjaciółką

Przedwczoraj byłam na kolacji z przyjaciółką. Moja sałatka z ośmiornicą zbudowana była na bazie nieświeżej ośmiornicy. Dlaczego mówię zbudowana? Bo każdy kolejny składnik miał smak tej ośmiornicy podkreślać. Spróbowałam. Wyplułam uroczo w chusteczkę i udałam się do szefa kuchni z moim talerzem.

STOP 1: Zwracam Twoją uwagę na to, że tak należy robić. Jeśli zamawiasz danie, które Ci nie odpowiada, idziesz do kelnera bądź do szefa kuchni (my byłyśmy w restauracji z otwartą kuchnią) i kulturalnie omawiasz zagadnienie. Nie ma w tym nic złego, niemiłego, chamskiego czy aroganckiego. Nie jest nietaktowe, wypada to zrobić i to nie wstyd. 

Szef kuchni wysłuchał moich uwag, zareagował uprzejmym zdziwieniem. Pinformował, że za danie oczywiście nie zapłacę. Poprosił, bym zostawiła talerz, gdyż chce mojego dania spróbować.

STOP 2: Szef kuchni wypuścił ze swojej kuchni danie, którego nie próbował. Zaskoczyło mnie to. Prawdopodobnie bardzo ufa swoim pracownikom. 

Ten sam szef kuchni PODZIĘKOWAŁ MI za to, że do niego przyszłam z uwagami.

STOP 3: Dlaczego? Dlatego, że jeśli ośmiornica była rzeczywiście nieświeża to dzięki mojej interwencji nie zatrułam się ja ani żadna kolejna osoba, której ośmiornicę tę by podał, a która potencjalnie nie wiedziałaby jak ośmiornica smakować powinna. Dzięki temu uniknął nietylko rzeszy niezadowolonych klientów, którzy w domu wymiotują w milczeniu, którzy zrażają się do smaku ośmiornicy i do jego lokalu, ale także miał szansę na POPRAWĘ.  

I tę szansę przyjął z podniesionym czołem. Po paru minutach szef odwiedził mnie przy stoliku, dokładnie poinformował o sposobie, w jaki ośmiornicę przygotowywał (który, owszem, powinien gwarantować jej optymalny stan, ale zawiódł tym razem), potwierdził, że coś poszło nietak, wycofał całą partię a mi zaoferował zadośćuczynienie w postaci jego sygnaturowego dania, którego nie ma w karcie.

STOP 4: Jeśli skruszony szef kuchni patrzy Ci dumnie w oczy, prostuje się i promienieje, kiedy oferuje Ci przygotowanie jego najlepszego dania – weź je. Nie zmieniaj nic, nie dyskutuj.Weź je w takiej formie, w jakiej on je podaje. Raz, że pozwolisz mu odzyskać twarz (co jest bardzo ważne!!) a dwa że dotrzesz do esencji jego duszy, jego gotowania. Zobaczysz, jak komponuje smaki, jak widzi świat, jak składa składniki, jakie opowieści z nich układa. Polecam!

Otrzymałam krewetki po hiszpańsku. Porcję dla dwóch zdrowych chłopów. Oczywiście ze smakiem zjadłyśmy ją z przyjaciółką na pół. Po czym zamówiłyśmy kolejne danie, gdyż poza moją nieszczesną ośmiorniczką wszystko było absolutnie wyśmienite, świetnie skomponowane i idealnie technicznie przygotowane.

Szef kuchni zdał egzamin na piątkę z plusem, a ja znam teraz jego kulinarną duszę. I dzięki tej jego kulinarnej intymności ze mną, wiem dokładnie, w jakim nastroju, kiedy i na co do niego przyjść. A wracać będę nieraz.

Restauracja nazywa się Radość. Jest nowym miejscem w Rzeszowie. I życzę jej wielu sukcesów, bo miejsc takich jak Radość bardzo w naszym mieście trzeba.

***

Jestem spowrotem. Chutney już się gotuje. Wszystkie jabłka od rodziców zagospodarowane, nic się nie zmarnowało. Dom pachnie octem jabłkowym, więc czekam na moment, aż inne przyprawy wydobędą swoje aromaty. Moje pierwsze chutney. Lepiej wyjdź smaczne 😉

Resztki dla Ciebie – skarby dla innych

Druga rzecz, o jakiej chciałam dziś z Tobą porozmawiać to resztki, które lądują w śmietniku. Piszę już o tym problemie i  o jednym z jego rozwiązań w artykule o gotowaniu kognitywnym. Dziś, kiedy wracaliśmy z zakupami dla schroniska, przyszło mi do głowy inne. Mam nadzieję albo Cię zainspirować, albo usłyszeć od kogoś, kto już to robi, tylko lepiej, bo myślę w kontekście dziesiątek gospodarstw domowych i zagospodarowania ich resztek.

Dziś niedziela. Prawie na każdym polskim stole rosół. Albo kurczak pieczony. Albo oba. Nawet jeśli zjemy wszystko do cna, to kości zostają. Jeśli w bloku jest około 100 mieszkań to pomyśl, ile kilo kości z tego wychodzi. Co gdyby je zebrać i wygotować raz jeszcze? I na tym wywarze przygotować karmę dla psów ze schroniska. Gdyby każdy sąsiad dorzucił też resztki mięsa, jakieś wędliny, na które patrzy i już nie ma ochoty do danie wyszłoby przednie. I na pewno wśród tych 100 osób jest ktoś, to mógłby to ugotować. I jakiś wegetarianin, który mięsa nie je, ale dorzuci od siebie kaszę. I kto inny, który mógłby to do schroniska zawieźć. Pytanie jest, czy schroniska mogą przyjmować gotowane w domu dania. Jeśli nie, to na pewno są zwierzęta bezdomne, które to zjedzą.

Kiedy mieszkaliśmy na Bałkanach, NIC nie marnowaliśmy. Powiedzmy, że gotowaliśmy rosół na udkach. My zjadaliśmy większość mięsa, jakąś część miała też Tilly. Potem całość resztek obierałam z mięsa, chrząstek i skórek i dawałam połowę okolicznym kotom a połowę – wraz z dużymi kośćmi, nieśliśmy dla bezdomnych psów. Tym sposobem jednym rosołem najadała się cała okolica.

Jak mówiłam, uwielbiam się dzielić, bo dzielenie mnoży ilość i szczęścia, i wykorzystania samego produktu.

Cotygodniowa porcja inspiracji
Źródło: www.kacpersamara.com

Pomyślmy wszyscy, pomyśl TY o tym, jak cenne dla kogo innego są Twoje resztki, Twoje odpady. I jak możesz je utylizować. Kto do Ciebie dołączy. Co dobrego możecie zrobić.

Zło triumfuje jeśli dobrzy ludzie nic nie robią. Dobro, żeby mogło zatriumfować, wymaga akcji. Wybierz, co wpierasz, bo obojętny/obojętna nigdy nie jesteś.

Brak akcji = zło

Akcja = potencjalne dobro!

Takie to proste.

Kulinarne Eureki w grudniu

Trzecia rzecz, o jakiej chciałam dziś porozmawiać, to nadchodzące tygodnie dla Kulinarnych Eurek. Pierwsze dwa tygodnie grudnia będą nieco wolniejsze. Zdecydowaliśmy się na trochę odpoczynku, posty będą się więc pojawiać maksymalnie trzy razy w tygodniu a nie cztery jak do tej pory.

Dodatkowo, będzie znacznie mniej zdjęć. Ponieważ nie jestem fanką gotowania potraw wigilijnych przed Wigilią po to, żeby zamieścić na nie przepisy a także dlatego, że robi i robiło to od lat wiele dobrych blogerek, więc internet aż kipi od inspiracji, zamiast Cię uczyć, będę inspirować w temacie Bożego Narodzenia. Zaplanowałam więc kilka okołoświątecznych artykułów z lubianej przez Was serii ’10 Naj’. Mamy nadzieję, że Wam się spodobają.

***

Chutney natomiast już gotowe i w słoikach. Okazało się też, że możemy zrobić jego dwa rodzaje bo w lodówce samotnie siedziała połówka mango! Mamy więc i chutney jabłkowe (które grzecznie się wekuje w słoiczku) i jabłkowe z mango, które zaraz zabierzemy ze sobą na kolację do przyjaciół. Ponieważ chcę zrobić jeszcze kilka przysmaków, jakie pojadą z nami, muszę powoli kończyć. Przepis na chutney będziesz mieć najpóźniej w przyszłym tygodniu, a jak się szybko wyrobię to jeszcze w tym.

Dzisiaj również już tradycyjnie zakończę naszą serię ‘Cotygodniową porcja inspracji’ przeglądem tego, co pojawiło się na blogu. Ponieważ jeszcze niebardzo wiem, co się pojawi, o tym raczej nie będzie 😉

W tym tygodniu zaprosiliśmy Was na dwa wyśmietnite dania.

Pierwszym z nim było spaghetti kukurydziane z ragu z czerwonej soczewicy.  Danie to wywołało kilka głupich dyskusji o tym, czy warto wierzyć w to, że czerwona soczewica równa się mięsu mielonemu. Ja oczywiście nikogo przekonywać do tego, w co wierzyć a w co nie nie będę, ale dla wyjaśnienia dodam, że według mnie, mięso i soczewica nie są tym samym. Można je stosować zamiennie, ale oczekiwać od nich tych samych rezultatów jest – dla mnie – zaskakujące.

Samo ragu natomiast jest wyśmienite, przepyszne, sycące i o podobnej świeżości i jakości do ragu mięsnego. Jest świetną opcją dla wegetarian, dla osób, które mają pod ręką soczewicę a mięsa nie, a także dla tych, których obchodzi to, że na wyprodukowanie kilograma wołowiny zużywane jest ponad 100 litrów wody. Zapraszam serdecznie!

Ragu z czerwonej soczewicy

Danie, które również wywołało wiele duskucji, tym razem bardzo trafnych, gdyż doprowadziły mnie do ważnych wniosków, to przepyszna zupa z batatów i masła orzechowego. Podkreślam więc, że jeśli ją przygotowujesz, musisz użyć masła orzechowego o zawartości orzechów min. 80%. W innym wypadku rzeczywiście zupa może być zdecydowanie za słodka. Dlatego pamiętaj – masło orzechowe. Nie cukier z orzechami. Firma Sante robi pyszne. Polecamy!

zupa z batatów

A co za tydzień?

Haha, nie wiem! Chcę opublikować tego posta dla wszystkich, którzy na niego czekają, a potem przygotować przysmaki na nasze spotkanie. Dopiero potem się zastanowie. Mam jednak jeden goowy post, który przygotowałam jeszcze jak byłam chora, więc on na pewno się ukaże w tym tygodniu.

Będzie to ‘Jak ozdobić dom na Boże Narodzenie‘, a w nim 10 najfajniejszych, wyszperanych w internecie pomysłów na fajne, często niepracochłonne nastrojowe ozdoby domu. Czemu tak szybko? Jeśli pracujesz tyle ile my, są szanse, że święta zlecą Ci koło nosa i nawet nie zauważysz. A tak, podniesiesz wzrok znad laptopa, a tam – bałwan. Zdziwisz się. Przypomnisz sobie – święta. Może zadzwonisz do kogoś, kto bardzo na to czeka.

Jak ozdobic dom na Boze Narodzenie

Kończę na dziś i rzucam się na gotowanie.

 

Całuję bardzo serdecznie i życzę wspaniałego grudnia.

Aneta

 

PS. Za tydzień cotygodniowa porcja inspiracji nie zostanie opublikowana. Mam przerwę, pamiętasz? 🙂

PPS. Podziel ten wpis. Cotygodniowe porcje insporacji są czasem ważniejsze niż jakikolwiek przepis. Moim zdaniem – ta jest. Dziękuję.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.