Test Smaku Giemzy

Test Smaku Giemzy - tytuł

Niesamowite o jak wielu rzeczach nikt nigdy nie myśli! Jedną z takich rzeczy jest odpowiedź na pytanie: jak powstają nowe (czy jakiekolwiek w sumie!) produkty żywnościowe? Ha. Ciekawe, prawda? To jednak temat na zupełnie inny artykuł. Teraz zajmijmy się tylko małym wycinkiem tego procesu. Używanym zarówno przez małe, lokalne firmy jak i ogromne koncerny.

Słowo jeszcze o koncernach: myślimy często, że np. Knorr jest wielkim koncernem. Knorr jest jedynie marką i stanowi niewiele ponad 10% dochodów koncernu, do którego należy- Unilever. Knorr generuje dla koncernu ok 6 miliardów dolarów. Rocznie. $6,000,000,000. Tyle dolarów. Informacja żeby łatwiej zobaczyć skalę całego tematu.

DODAĆ
Momenty przed brutalnym gwałtem na kubeczkach smakowych?

Teraz o procesie: nazywa się to szumnie Testem Eksperckim. Wybieramy grupę docelową naszego produktu. Wybieramy na podstawie informacji psycho-demograficzno-społeczno-konsumenckich. Tworzymy profil idealnego konsumenta/klienta. Czyli np.: biała kobieta, 25-35 lat, zamężna, matka dwójki dzieci od 5 do 8 lat, ubiera się w sklepach odzieżowych w swojej okolicy, kupuje makaron głównie tych i tych firm, sama gotuje wszystkie posiłki, itd. Informacje te są bardzo specyficzne i częściowo bazowane na wcześniejszych badaniach. Taki dokument może mieć nawet 20 – 30 stron! W końcu chodzi o miliardy dolarów rocznie! 🙂

Następnym krokiem jest zaprojektowanie produktu dla tego odbiorcy. Tak jest, dopiero teraz. Zbieramy grupę chemików, kucharzy i psychologów, małą z reguły, i zlecamy im zaprojektowanie np. sosu do spaghetti.

Kolejny krok to zaproszenie 5 przedstawicieli ówcześniej stworzonego profilu. Dlaczego 5? Jakob Nielsen i Rolf Mollich, pionierzy i eksperci w polu Projektowania Doświadczenia Użytkownika (nie mamy, niestety, tego zwrotu precyzyjnie sformułowanego w języku polskim więc improwizowałem) doszli do jasnej konkluzji, że grupa testowa 5 osób i grupa 5000 osób dają w 80 – 95% te same rezultaty! Zaskakujące, prawda? Miałem okazję wielokrotnie to testować dlatego dzielę się śmiało tą informacją.

Ta pięcioosobowa grupa dostaje teraz do porównania i oceny kilka wariacji zaprojektowanego produktu. Wybierają najlepszą. Mniej soli, więcej cukru, bazowana na skrobi jęczmiennej zamiast ziemniaczanej, itd. Na podstawie tej wersji produktu tworzymy kolejne wariacje i testujemy na kolejnych grupach. Po kilku iteracjach mamy produkt obiektywnie, generalnie najlepszy.

Test smaku Giemzy - eksperci

Ok, to wszystko jest w miarę ciekawe ale po co mi ta wiedza? Po to, że wiele mówi nam ten proces o samym produkcie! Np. ten sam sos do spaghetti może smakować dobrze z jednym makaronem i dość okropnie z innym. Dlatego potrzebni nam są chemicy, którzy ochoczo zdekomponują ten makaron na czynniki pierwsze i wyłonią te, które najmocniej wpływają na smak. Ich sosu, nie makaronu samego w sobie. Dlatego też, wiele produktów jest bardzo podobnych chemicznie, strukturalnie i procesowo.

No dobrze, ale co nam to mówi? Niby nic. Ale jednak coś. Wiemy już jasno, że kubeczki smakowe na naszym języku wcale nie są podzielone w jakieś grupy czy skupiska. Nie jest tak, że słodki czujemy z tyłu, a gorzki z przodu języka. Pomimo tego, że tak mówi powszechna wiedza, jest to nic więcej jak tylko wymysł kreatywnego autora podręczników do biologii prawie 100 lat temu! Zachęcam, żeby nie ufać mi na słowo i sprawdzić tę informację. 🙂 Wiedza zdobyta samemu, z jakiegoś powodu, ma większą dla nas wartość. Szczególnie w Europie i szczególnie w Polsce.

Wiemy również świetnie, że kubeczki smakowe mają własną pamięć DNA, choć nie do końca powszechnie wiemy co to oznacza. Cóż, ni mniej ni więcej, a to, że “uczymy” się smaków. Chyba każdy facet, w głębi serca, przyzna, że jego pierwsze piwo nie do końca mu smakowało. Podobnie pierwsze whiskey czy pierwszy tatar czy flaczki. Z biegiem czasu jednak… ho, ho! Stają się te “niedobre” początkowo dla nas smakołykami! Dlatego, że uczymy się smaków, których nie znamy. Dłużej tych, które są z tego czy innego powodu bardziej skomplikowane.

Wraz z Anetką nie raz wspominamy jak kiedyś zajadaliśmy się tym czy owym, a nierzadko zdarza się, że pomimo szacunku do jedzenia, wypluwamy to dziś z ulgą prosto do śmietnika.

To zupełnie normalny i zdrowy proces. Większość ludzi w Polsce jednak rzadko go doświadcza! Poza tym, że jest to bardzo nudne i ubogie życie, w którym się nie rozwijamy. Również smakowo. Jest to również niebezpieczne. Nasz organizm ma pewną cechę. Zarówno doskonałą jak i ułomną. Pozwala nam przywyknąć, przyzwyczaić się i dostosować do niewystarczających warunków. Potrafimy mieć stałą dietę latami i nie widzieć żadnych negatywnych efektów. Rzeczywistość dyktuje nam natomiast, że 4 diety w roku to zupełnie rozsądna ilość! Zmieniamy pracę, zamieszkanie, pojawiają się lub znikają z domu dzieci, zmieniają się pory roku i mnóstwo innych czynników, a my? My trwamy przy tym samym “paliwie” jakie nas napędza. Jeśli zatankujesz bolid zwykłą 95-tką – nie ruszy! Przrób nieco silnik i jakoś pojedzie. Będzie jeździł latami jeśli przeróbkę wykonał genialny mechanik!

Nasze ciało jest właśnie tym. Genialnym mechanikiem. Z jednej strony – przydatne, kiedy musimy przetrwać. Z drugiej zaś – koszmar jeśli chcemy żyć pełnią życia!

Aneta czeka niecierpliwie na najlepszego hamburgera świata, podawanego w Andrew's Hamburgers w Melbourne
Aneta czeka niecierpliwie na najlepszego hamburgera świata, podawanego w Andrew’s Hamburgers w Melbourne, Australia

Przez lata wydawało mi się, że żyję. Żyję i to dobrze! Czuję się świetnie! Pewno dnia na mej drodze stanął wspaniały człowiek imieniem Felix. Felix pokazał mi, że można jeść strategicznie. Pokazał, że czasami tłusty hamburger jest tak samo potrzebny jak świeża, lekka sałatka. Pokazał mi jakie składniki dają jakie efekty w moim samopoczuciu i organizmie. Ale dużo się nie zmieniło, szczerze powiedziawszy. Nadal czułem się świetnie!

Kilka dni po całym eksperymencie trwającym ponad dwa tygodnie zrozumiałem. Wróciłem do starego trybu jedzenia. JEDYNY raz w moim życiu. Zrozumiałem. Dopiero teraz żyję. Wcześniej – egzystowałem. Byłem do tego przyzwyczajony! Wszyscy wokół mnie tak właśnie “żyli”.

Po ośmiu godzinach ciężkiej pracy człowiek jest zmęczony – normalne. Tylko jak wytłumaczyć, że ja byłem w stanie pracować ciężej niż kiedykolwiek wcześniej, przez 12 – 14 godzin dziennie i czuć się, cóż, nie zmęczony? Przynajmniej nie bardzo. Dostarczałem mojemu organizmowi znacznie więcej i znacznie wyższej jakości paliwa! Dlatego mógł działać znacznie lepiej i znacznie dłużej.

Po standardowych 8 godzinach pracy miałem więcej energii niż zaraz po obudzeniu po długim weekendzie! Poprawia się nie tylko szybkość, ale jakość myśli. Świat jest piękniejszy, pełen możliwości, na które ja mam zarówno czas jak i energię! Niesamowite! I co? I to wszystko tylko dlatego, że zamiast makaronu na lunch zjadłem awokado?!

Cóż, mniej-więcej! Nie ma tu żadnej wielkiej filozofii: jeśli jesz wędlinę, na wykonanie której kilograma producent używa 200g mięsa… cóż, zbyt wiele energii i wartości w tym nie ma! Ale niestety – wystarczająco. Wystarczająco na te 8 godzin pracy. Marne i żałosne jest to życie, ale cóż – innego nie ma! Na pewno? Spróbuj jeść na dużo wyższym poziomie i wtedy powiedz to samo!

Są producenci, którzy na kilogram tej samej wędliny potrzebują 1200g mięsa. Czyli 6 razy więcej! I mniej więcej tak właśnie to działa – masz znacznie więcej energii, wartości odżywczych. Jeśli już – jeśli nie potrzebujesz tyle energii – zaczniesz samoczynnie jeść mniej! Również – wydawać mniej na jedzenie. (Jedzenie Bogatych vs. Jedzenie Biednych)

No dobrze, dobrze, ale co do tego ma Knorr?! Haha, dzięki, już wracam do tematu!

Wiele z tego co stanowiło dla nas przysmaki powiedzmy 5 lat temu jest teraz zupełnie niejadalne. Przynajmniej nie z przyjemnością. Gdybym mógł uratować komuś życie przez to, że zjem klopsiki ze słoika… pewnie bym to zrobił. Może za ćwierć miliona dolarów również.

Vice versa – wiele z tego, co w tym momencie jest dla nas przysmakiem, wtedy – 5 lat temu – oceniłbym w najlepszym razie jako “meh…”.

Z tym, że jest kilka jeszcze różnic wartych wspomnienia:

Po pierwsze: wtedy – chorowałem 2 – 5 razy w roku; teraz – nie chorowałem od lat! (z dwoma wyjątkami: Gluten, kurwa jego mać! i Dlaczego czasem można być debilem.)

Po drugie: wtedy – 8 godzin pracy dziennie, przy 12 ledwo żyjesz; teraz – 12 godzin pracy dziennie nie robi na mnie większego wrażenia (przy 2 – 3 miesiącach ciężkiej pracy w taki sposób – jasne! Trzeba będzie porządnie odpocząć, ale bynajmniej nie przez dietę!)

Po trzecie: wtedy – myślenie zajmowało znacznie więcej czasu niż teraz.

Po czwarte: wtedy – zawsze jadłem dobrze, całe moje życie, czasami nawet świetną pizzę w pizzerii; teraz – bitch please! jemy fenomenalnie, a niektóre “najlepsze” włoskie pizzerie (mam na myśli włoskie – we Włoszech :D) jakie odwiedziliśmy w tym roku oceniam jako “może być, 6/10”; tęsknię za to za Royal Saxon w Melbourne, jednej z 50 najlepszych restauracji na świecie parę lat temu! Szef jest geniuszem kreatywnym!

Zachwycony Dawid w Bubba Gump Shrimp Co. w Kalifornii, USA
Zachwycony Dawid w Bubba Gump Shrimp Co. w Kalifornii, USA

Po piąte… ok wystarczy, jeśli to kogokolwiek nie przekonuje – nie ma dla nich nadziei i wymienianie kolejnych benefitów będzie tylko stratą czasu.

Podsumowując: wielkie koncerny projektują jedzenie zanim je wyprodukują, a kubeczki smakowe się rozwijają, uczymy się smaków i dla jednego królewskie danie jest “średnie”, a zupka chińska wyśmienita i vice versa.

Wszystko pięknie, ale właśnie tu pojawia się problem. Największy problem naszej misji i naszego bloga. Lub raczej naszego bloga i jego misji: Jak dotrzeć do ludzi, którzy tak bardzo przywykli do, nie bójmy się schlebiać, śmietnika, jaki na co dzień gości na ich stołach?

Cóż, nie docierać! To moje ostatnie rozwiązanie. Za to mam coś innego. Dla wszystkich tych, którzy mimo wszystko chcą i którym na życiu wspaniałym zależy. Dla wszystkich tych, którzy nie są pewni czy jakiś przepis jest po prostu kiepski czy być może jest to smak, który wymaga aby doń nieco przywyknąć i się rozwinąć.

Test Smaku Giemzy:

Test został zaprojektowany aby pomóc w samo-analizie własnej “dojrzałości kulinarnej”, doceniania smaków i jakości potraw oraz stylu życia.

1. Kup słoiczek dowolnego sosu do spaghetti firmy Knorr.

2. Przygotuj danie dokładnie zgodnie z zawartymi na słoiczku instrukcjami.

3. Spróbuj.

4. Zapisz pierwszą myśl jaka przyszła Ci do głowy po spróbowaniu.

Klucz:

1. “Wow! Jedna z najlepszych rzeczy jakie jadłem/jadłam!”

Test smaku Giemzy - poziom 1

Nie idź do lekarza. Idź od razu na cmentarz. I czekaj. Oszczędź sobie cierpienia. Albo lepiej jeszcze – zrób wszystkie niebezpieczne rzeczy o jakich marzysz, ale się boisz! Pełnowartościowe, zdrowe, świeże składniki mają do siebie to, że smakują świetnie! Żebyśmy je jedli. Taki prosty mechanizm natury. Wiele półproduktów imituje te smaki czy za pomocą estrów, czy za pomocą dodatków (nie, nie “chemicznych”, wszystko na świecie co fizyczne jest “chemiczne”!), czy za pomocą procesów wytwórczych. Jasne, to jedzenie nadal ma te wartości odżywcze, może w gorszej jakości i formie, ale nadal je “ma”. Z tym, że to zdecydowanie zbyt mało żeby żyć. Wystarcza jedynie żeby egzystować i myśleć, że żyjemy.

Z całą mocą wierzysz, że McDonald’s to “restauracja”.

2. “Dobre! Pyszne!” 

Test smaku Giemzy - poziom 2Idź do lekarza. Poproś o zestaw badań. Podejrzewasz, że jesteś niedożywiony/niedożywiona i chciałbyś/chciałabyś się upewnić. Ehh… gdyby tylko było to takie proste! Niestety, jak już wspomniałem, Twoja dieta wystarcza żeby egzystować. W 3-gwiazdkowej restauracji (tak, 3-gwiazdkowe są najwyżej, nie 5-cio gwiazdkowe; 5-cio gwiazdkowe restauracje są w hotelach i czasami, czasami są bardzo niezłe. Prawdziwe restauracje, których istnienie zależy od jakości serwowanego tam jedzenia i obsługi dążą do gwiazdek Michelin i 3 to maks!) Gordona Ramsay’a stwierdzisz, że jedzenie jest niedobre i zawsze wiedziałeś/wiedziałaś, że ten gość w ogóle nie umie gotować.

Najprawdopodobniej wierzysz, że McDonald’s to “restauracja”.

3. “Całkiem ok!”

Test smaku Giemzy - poziom 3 i 4Idź do lekarza. Tak dla pewności. Przy okazji przestaniesz oglądać tego bloga bo to i tak bez sensu. 90% przepisów ocenisz jako “niedobre”.

Wahasz się, czy McDonald’s to “restauracja”.

4. “Może być.” – j.w.

5. – “Nie jest dobre, ale złe też nie jest!”

Test smaku Giemzy - poziom 5Otwórz słownik. Sprawdź definicję słów “dobro” i “zło”. Możliwe, że ktoś oszukuje Cię przez lata! Przemyśl swoje życiowe decyzje. Być może również “złe nie były”. Polecam, krótkie chociaż, studia filozofii i/lub pracę dla ZUS-u. Tak dla dalszego wyklarowania definicji dobra i zła. To nie jest blog dla Ciebie! Oszczędź sobie czasu!

6. – “Niezbyt dobre!” 

Test smaku Giemzy - poziom 6Jesteś na tropie! Nie jest dobre, czyli? Czyli? Brawo! Jest złe! Jest niedobre! Jest nadzieja! Zapraszamy do lektury i życzymy fantastycznej zabawy, która zmieni Twoje życie! Jasne, nie każdy przepis przypadnie Ci do gustu, albo przynajmniej nie od razu, ale przynajmniej będziesz rozumieć dlaczego! Gratulacje i jeszcze raz miło nam Cię powitać!

7. – “Ok. Niedobre.”

Test smaku Giemzy - poziom 7Brawo! Witamy! Dobra robota! Możesz śmiało zacząć chadzać do restauracji i szukać swoich smaków. Baw się dobrze w tej kulinarnej podróży Twojego życia! Miłej lektury.

8. – “Blee… Bardzo niedobre.”

Test smaku Giemzy - poziom 8Chętnie podam Ci rękę! Świetna robota! Ktoś dbał o Ciebie jako dziecko i sam/sama teraz dbasz o siebie. Sformułowanie “szacunek do życia” to nie tylko puste słowa, które świetnie brzmią i dlatego je powtarzamy. To coś co naprawdę rozumiesz! Teraz rozpocznie się ta niesamowita przygoda zwana Kulinarnymi Eurekami, która zmieni Twoje życie, tak, że będziesz mieć więcej energii, więcej czasu, więcej radości i zrobisz coś bardzo głupiego z czego będziesz bardzo dumny/dumna. Jak każdy wielki człowiek. 😉

9. – “Bueleleee…. Co to ku$%@ jest?! Sprzedają to?! Za pieniądze?! Są ludzie, którzy z własnej woli, nie dość, że wydają na to pieniądze, to wkładają to do ust?! Co się stało? Co się stało z tym światem? Czy… czy nie ma już nadziei?!”

Test smaku Giemzy - poziom 9 Wiem. Rozumiem Cię. Przy najbliższej okazji stawiam Ci dobre piwko czy drinka. Porozmawiamy. Odnajdziesz nadzieję. Ona tam jest. Tylko bardzo, bardzo, bardzo… bardzo, bardzo głęboko. 😉 Miłej lektury i dobra robota do tej pory! Tu znajdziesz przeciwieństwa tego koszmaru!

Stopień wyjątkowy:

10. – “Nie wezmę tego do ust!”

Test smaku Giemzy - poziom 10Mogę mówić Ci bracie/siostro? Jestem z Ciebie tak cholernie dumny! Szacunek to dla Ciebie nie jedna z idei, to sposób życia! Brawo! Miłej zabawy i powiedz nam co myślisz?

Do zobaczenia w jakiejś naprawdę dobrej restauracji!

 

Oczywiście test ten należy traktować z przymrużeniem oka i przez palce. Na pewno wielu z Was chciałoby właśnie to w tym momencie przeczytać! Jednak ja mówię zupełnie poważnie! Podobieństwa między produktami wynikające z Testu Eksperckiego i procesu produkcyjnego są również podobieństwami w ich jakości. To naprawdę nieźle opisuje Twój obecny stan, jeśli chodzi o docenianie prawdziwego dobrego jedzenia.

W krajach anglo-saskich mają wspaniałe określenie na pewien rodzaj restauracji: “fine-dining”  (Dosłownie: wyśmienita kuchnia). Kiedyś terminem tym opisywano bardziej rodzaj obsługi i wystrój jakiego możesz się spodziewać w danej restauracji. Obecnie, bardziej niż cokolwiek, opisuje niestety jakość jedzenia. Dlaczego niestety? Cóż. Przed Wielkim Biznesem i małymi konsumentami, każde jedzenie było wyśmienite… ha, ha! Mam Cię, znowu! Gówno prawda! Tak sobie myślimy bardzo często, ale to gówno prawda! Dlaczego tak myślimy? Bo to jednocześnie znaczy, że to co było już nie wróci, a teraz jest-jak-jest. Czujemy się zwolnieni z odpowiedzialności. Nic podobnego. Nadal jesteśmy odpowiedzialni i KAŻDY może zmienić swoją kuchnię i swoje życie w coś wspaniałego i to zaledwie w kilka miesięcy i dużo przelanych łez, krwi i potu. Tak, świetnie to przeczytałeś.

Nie zamierzam mówić Ci tego co chciałbyś/chciałabyś usłyszeć żeby zachęcić Cię do wracania na naszego bloga. Zamierzam mówić Ci prawdę bo tylko to się godzi z byciem jako takim człowiekiem. Chcesz zmienić swoje życie i swoją kuchnię? To nie będzie proste, łatwe i przyjemne. Ale warto. Warto bardziej niż cokolwiek innego! Jemy 2-3 razy dziennie. 2-3 razy dziennie wlewamy paliwo, które napędza maszynę, która ma stworzyć nasze szczęście. Nic więc dziwnego, że jaka jakość tego paliwa, taka jakość tego szczęścia.

Jasne, jedzenie to tylko mała część życia. Choć razem ze snem, zajmują jego blisko połowę! Może warto poświęcić temu właśnie więcej uwagi? Jeśli już jedno robisz dobrze, następne rzeczy za tym podążą. I vice versa: jeśli jedno robisz kiepsko… Do Ciebie należy decyzja, nie “czy” ale, które ryzyko chcesz podjąć: jeść kiepsko, czy nauczyć się jeść wyśmienicie i być może się nie uda.

Choć sam/sama wiesz najlepiej: jak się na coś uprzemy, tak naprawdę nam zależy – stajemy się mistrzami. Prędzej czy później.

One thought on “Test Smaku Giemzy

  1. Aaale się rozpisałeś! 😀 Test świetny! Nie kupuję słoiczków i szkoda mi kasy na podejmowanie tego testu, bo spodziewam się, że będę oscylować gdzieś dookoła ostatnich punktów. Ostatni raz popełniłam taki błąd kupując sos carbonarę w proszku- było mi strasznie żal dobrego makaronu, który w tym obiedzie wykorzystałam, bo całą porcję wyrzuciłam. Lenistwo nie popłaca.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.